sobota, 28 lipca 2012

Post 8 "Hmmm..."

Szczerze mówiąc chciałam już jechać do domu.
Ale musiałam zostać w Warszawie do końca wakacji,co mnie jednak zbytnio nie pocieszało.
Rozmawiałam z piłkarzem dobre kilka godzin.
Zakończyliśmy ją jakoś przed północą.
Miałam dzisiaj dziwny (straszny,może jednak nie,ale szczypta strachu może jednak jest) sen.
Był on mnie więcej taki :
Obudziłam się w dziwnej komnacie,może raczej w jednej z odnóg katakumb.
Wyglądała identycznie jak ta,w której byłam kilka lat temu z rodzicami.
Te katakumby były na Świętej Górze w Gostyniu.
Pamiętałam,że na początku katakumb,prawie że na samym początku,są kamienne tabliczki z nazwiskami księży i braci,którzy byli na służbie w owym kościele.
Lecz zamiast ich nazwisk  były .... nazwiska chłopaków z reprezentacji i ... moje.
Podbiegłam do jednej z krat,za którą były trumny,była jedna odsłonięta.
Nie miała wieka,tylko szybę,a pod nią przeźroczyste płótno.
Widziałam tam Obraniaka.
Płakać mi się chciało na sam widok tych trumien.
Osunęłam się na ziemię i płakałam.
Usłyszałam jakieś głosy.
Podniosłam lekko głowę żeby zobaczyć,kto to.
Na korytarzu zobaczyłam Przemka,Kubę i Damiena.
Przemek odruchowo podbiegł do mnie.
-Magda ... - głos mu się załamał.
Ja w tym samym momencie,zamknęłam oczy.
-Nieeee .... - krzykną Damien upadając na kolana.
Chciałam otworzyć oczy,ale nie mogłam.
Nagle poczułam chłód, na całym ciele.
Ktoś trzymał mnie za rękę.
-Gdzie ja jestem ? -zapytałam słabym głosem.
-W szpitalu - odparł Kuba.
-A po co ? 
-Miałaś zawał,po za tym zemdlałaś,to zadzwoniliśmy po pogotowie - powiedział Przemek.
 -Gdzie wy mnie znaleźliście ?
-W katakumbach w Gostyniu.
WTF ?!  Skąd ja się wzięłam,aż w Gostyniu ? 
Cały czas siedziałam tyłkiem w Warszawie.
-Ej,Magda otwórz oczy,nic ci nie będzie - powiedział głaszcząc mnie po włosach Damien. 
Po tych słowach się trochę uspokoiłam i powoli otworzyłam oczy.
-W jakim mieście jest ten szpital ? - znów zapytałam.
-Bodajże Poznań.Ale pewny nie jestem - odparł po chwili ciszy Przemek.
-Ja muszę jechać do Głogowa,to jest jakieś 4 godziny stąd.Muszę się dowiedzieć kiedy pogrzeb taty.Poza tym nie wiem czy ciotka dalej opiekuje się moją siostrą - lamentowałam.
-A nie lepiej zadzwonić ?
-W sumie racja,podasz mi telefon ? - zapytałam Damiena.
-Spoko - powiedział,po czym sięgnął reką po telefon leżący na stoliku.
-Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego.
Patrząc na telefon zauważyła,że miałam nieodebraną wiadomość od Wojtka.
Czego on znowu chciał ? 
Ale mniejsza,musiałam zadzwonić do ciotki.
Wybrałam numer ciotki i czekałam.
-Słucham ?
-Ciociu to ja Magda - powiedziałam cicho.
-Magda... co Ci jest ? - zapytała zmartwiona ciocia.
-Jestem w szpitalu,miałam zawał,ale czuję się dobrze.
-Na pewno ?
-Tak,koledzy do mnie przyszli,więc nie musisz się martwić.A co z mamą ? 
-Jak na razie jest w stabilnym stanie.
-Ciociu,że tak jeszcze zapytam,kiedy pogrzeb taty ? - zapytałam.
-Za dwa dni,w Głogowie.
-Mam nadzieję,że do tego czasu wyjdę ze szpitala.
-Będzie dobrze. 
-A ciociu,ty jesteś z Leną ?
-No tak,a co ?
-Jakby się pytała gdzie jestem,to jej powiedz,że jestem w Warszawie.
-Dobrze,ja kończę po muszę jeszcze obiad zrobić.
-Cześć - odparłam włączając się.
Siedziałam cicho przez kilka minut.
-I co ?
-Za dwa dni jest pogrzeb w Głogowie,a mama jak na razie jest w stabilnym stanie.
-A co z twoją siostrą ?
-Ciocia z nią jest.
-To dobrze.
***
2 godziny później,szpital
Siedziałam na łóżku i rozwiązywałam krzyżówki.
Kuba i Damien wyszli przed szpital,a ze mną został Przemek.
-Pomóc Ci ? - zapytał patrząc na "książeczkę" z krzyżówkami.
-Jak chcesz - odparłam.
Przemek pochylił się nad krzyżówkami i rozwiązywaliśmy.

środa, 18 lipca 2012

Post 7 "No nie wiem ..."

2 tygodnie później,15 lipca
Nadszedł dzień,w którym miałam iść na trening po dość długiej przerwie.
Trochę się bałam szczerze mówiąc,ale raz kozie śmierć.
Weszłam na halę sportową,gdzie miał odbyć się trening.
Byłam o umówionej godzinie,ale nikogo nie było,ani chłopaków,ani trenera.
Nawet żywej duszy.
No nic,może zaraz przyjdą.
Weszłam ze spokojem do szatni i się przebierałam.
Przez cały czas gdy byłam w szatni słyszałam dziwne szemry i chichy na korytarzu.
Poprawiam jeszcze bluzkę i wyszłam.
Cały hol był poobwieszany serpentynami i balonami.
A na ziemi leżały też serpentyny.
Zaledwie 15 minut temu jeszcze nic nie było tutaj.
Stanęłam przed drzwiami,westchnęłam no i weszłam na halę.
Na hali to już w ogóle...
Ściany były poobwieszane wielkimi kartkami z napisami typu 'Witaj w domu!".
Stałam jak wryta i o mało sie nie popłakałam jak bóbr.
Chłopacy podbiegli do mnie i zrobili masowego przytulasa.
-Magda ! -  krzykną radośnie Lijek
-Z miesiąc może mnie nie widzieliście - odparłam próbując ogarnąć za jednym zamachem wszystkich graczy.
Cieszyłam się,że znowu będę mogła ćwiczyć z chłopakami.
Trening był dzisiaj wyjątkowo krótki.
Trwał około godziny.
Zazwyczaj było 2-3 godziny.
Ledwo weszłam do szatni,a tutaj dzwoni telefon.
-Słucham ?
-Pani Magdalena Dąbczyńska ?
-Przy telefonie,słucham.
-Mam dla Pani przykrą wiadomość...
-Jaką ? - głos mi zadrżał
-Dziś w nocy Pani ojciec miał atak serca ...
"Jeszcze tylko tego brakowało" pomyślałam.
-I co z nim ?
-... Zmarł.
Osunęłam się z płaczem na ziemię.
Nie wiedziałam co zrobić.
Chyba musiałam tak głośno się nad sobą użalać,że chłopacy się zlecieli do szatni.
-Co się stało ?
-Mój...ojc...iec...zm..mm...arł - ledwo co wydukałam poprzez łzy.
***
W tym samym czasie
Z Troyes próbuje dodzwonić się do niej Damien i z drugiego końca Warszawy,Wojtek.
Lecz Magda nie odbiera telefonów od ani jednego ani od drugiego chłopaka.
-Co z nią jest ? Czemu nie odbiera tego telefonu ? - głowił się Wojtek - Pewnie znowu gada z Damienem,znając ją.
Natomiast we Francji ...
-No Magda czemu nie odbierasz ? - Damien chodził po pokoju i ciągle to powtarzał - Na pewno gada ze swoim Wojtusiem.
Jednak to o czym oboje myśleli nie było prawdą.
Prawda była zupełnie inna.
***
Warszawa-hala gdzie odbywał się trening.
-Zawieść Cię do hotelu ? - zapytał Sławek po tym,jak się przebrałam.
-Jakbyś mógł - odparłam cicho biorąc torbę z ciuchami.
Wyszliśmy z hali i skierowaliśmy się w stronę parkingu w okolicy hali.
Wsiadłam do samochodu,a torbę rzuciłam na tylne siedzenie.
Po przeszło 25 minutach byliśmy już pod hotelem.
-Dziękuję - wyszeptałam i poszłam w stronę wejścia hotelu.
Weszła do windy wcisnęłam numer "2" i "poleciałam" do góry.
Będą już przed drzwiami sięgnęłam ręką do torby by znaleźć telefon,gdyż usłyszałam dzwięk sms-a.
Był od Damiena.
"Być może jeszcze dziś będę  w Polsce." -napisał.
***
Troyes - Francja.
Damien zaczął się pakować.
Na zegarku widniała godzina 13:37.
Do pokoju piłkarza weszła jego mama.
-A ty gdzie wyjeżdżasz ? - zapytała .
-Do Polski.A gdzie.Tam część mego serca została.Samotna,w wielkim mieście.
-Tyś się pewnie zakochał w niej.Jak ma na imię ?
-Magdalena.
-To jedź,nie zatrzymuję Cię.
Matka piłkarza wyszła z pokoju.
Damien pakował się jeszcze przez jakieś 10-15 minut.
Po spakowaniu się zszedł na dół z walizką i małą torbą.
Zostawił torby na dole,a poszedł do swojego pokoju po bilet na samolot do Warszawy.
Zszedł na dół z biletem i schował go do torby.
-To ja jadę - powiedział stojąc w drzwiach.
Rodzice przyszli się z nim pożegnać i pojechał.
Z dobrą godzinę zajęło mu dojechanie na lotnisko.
Ostatni raz spojrzał na Francję już z samolotu.
 ***
Warszawa,Polska - godz.18.07
Damien od jakiejś godziny był już w stolicy.
Zaszedł jeszcze do kwiaciarni kupić Magdzie kwiaty.
Po zakupie bukietu róż poszedł do hotelu.
Zajęło mu to z pół godziny.
Stał przed drzwiami i wahał się czy zapukać.
Zapukał lekko do drzwi.
-Proszę - odparła cicho dziewczyna.
Damien bez namysłu wszedł do pokoju Madzi.
-Co ty tutaj robisz - zdziwiłam się.
-Nie dostałaś sms-a ode mnie ? - zapytał.
-No dostałam,ale nie myślałam że na prawdę dzisiaj przyjedziesz...