sobota, 28 lipca 2012

Post 8 "Hmmm..."

Szczerze mówiąc chciałam już jechać do domu.
Ale musiałam zostać w Warszawie do końca wakacji,co mnie jednak zbytnio nie pocieszało.
Rozmawiałam z piłkarzem dobre kilka godzin.
Zakończyliśmy ją jakoś przed północą.
Miałam dzisiaj dziwny (straszny,może jednak nie,ale szczypta strachu może jednak jest) sen.
Był on mnie więcej taki :
Obudziłam się w dziwnej komnacie,może raczej w jednej z odnóg katakumb.
Wyglądała identycznie jak ta,w której byłam kilka lat temu z rodzicami.
Te katakumby były na Świętej Górze w Gostyniu.
Pamiętałam,że na początku katakumb,prawie że na samym początku,są kamienne tabliczki z nazwiskami księży i braci,którzy byli na służbie w owym kościele.
Lecz zamiast ich nazwisk  były .... nazwiska chłopaków z reprezentacji i ... moje.
Podbiegłam do jednej z krat,za którą były trumny,była jedna odsłonięta.
Nie miała wieka,tylko szybę,a pod nią przeźroczyste płótno.
Widziałam tam Obraniaka.
Płakać mi się chciało na sam widok tych trumien.
Osunęłam się na ziemię i płakałam.
Usłyszałam jakieś głosy.
Podniosłam lekko głowę żeby zobaczyć,kto to.
Na korytarzu zobaczyłam Przemka,Kubę i Damiena.
Przemek odruchowo podbiegł do mnie.
-Magda ... - głos mu się załamał.
Ja w tym samym momencie,zamknęłam oczy.
-Nieeee .... - krzykną Damien upadając na kolana.
Chciałam otworzyć oczy,ale nie mogłam.
Nagle poczułam chłód, na całym ciele.
Ktoś trzymał mnie za rękę.
-Gdzie ja jestem ? -zapytałam słabym głosem.
-W szpitalu - odparł Kuba.
-A po co ? 
-Miałaś zawał,po za tym zemdlałaś,to zadzwoniliśmy po pogotowie - powiedział Przemek.
 -Gdzie wy mnie znaleźliście ?
-W katakumbach w Gostyniu.
WTF ?!  Skąd ja się wzięłam,aż w Gostyniu ? 
Cały czas siedziałam tyłkiem w Warszawie.
-Ej,Magda otwórz oczy,nic ci nie będzie - powiedział głaszcząc mnie po włosach Damien. 
Po tych słowach się trochę uspokoiłam i powoli otworzyłam oczy.
-W jakim mieście jest ten szpital ? - znów zapytałam.
-Bodajże Poznań.Ale pewny nie jestem - odparł po chwili ciszy Przemek.
-Ja muszę jechać do Głogowa,to jest jakieś 4 godziny stąd.Muszę się dowiedzieć kiedy pogrzeb taty.Poza tym nie wiem czy ciotka dalej opiekuje się moją siostrą - lamentowałam.
-A nie lepiej zadzwonić ?
-W sumie racja,podasz mi telefon ? - zapytałam Damiena.
-Spoko - powiedział,po czym sięgnął reką po telefon leżący na stoliku.
-Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego.
Patrząc na telefon zauważyła,że miałam nieodebraną wiadomość od Wojtka.
Czego on znowu chciał ? 
Ale mniejsza,musiałam zadzwonić do ciotki.
Wybrałam numer ciotki i czekałam.
-Słucham ?
-Ciociu to ja Magda - powiedziałam cicho.
-Magda... co Ci jest ? - zapytała zmartwiona ciocia.
-Jestem w szpitalu,miałam zawał,ale czuję się dobrze.
-Na pewno ?
-Tak,koledzy do mnie przyszli,więc nie musisz się martwić.A co z mamą ? 
-Jak na razie jest w stabilnym stanie.
-Ciociu,że tak jeszcze zapytam,kiedy pogrzeb taty ? - zapytałam.
-Za dwa dni,w Głogowie.
-Mam nadzieję,że do tego czasu wyjdę ze szpitala.
-Będzie dobrze. 
-A ciociu,ty jesteś z Leną ?
-No tak,a co ?
-Jakby się pytała gdzie jestem,to jej powiedz,że jestem w Warszawie.
-Dobrze,ja kończę po muszę jeszcze obiad zrobić.
-Cześć - odparłam włączając się.
Siedziałam cicho przez kilka minut.
-I co ?
-Za dwa dni jest pogrzeb w Głogowie,a mama jak na razie jest w stabilnym stanie.
-A co z twoją siostrą ?
-Ciocia z nią jest.
-To dobrze.
***
2 godziny później,szpital
Siedziałam na łóżku i rozwiązywałam krzyżówki.
Kuba i Damien wyszli przed szpital,a ze mną został Przemek.
-Pomóc Ci ? - zapytał patrząc na "książeczkę" z krzyżówkami.
-Jak chcesz - odparłam.
Przemek pochylił się nad krzyżówkami i rozwiązywaliśmy.

środa, 18 lipca 2012

Post 7 "No nie wiem ..."

2 tygodnie później,15 lipca
Nadszedł dzień,w którym miałam iść na trening po dość długiej przerwie.
Trochę się bałam szczerze mówiąc,ale raz kozie śmierć.
Weszłam na halę sportową,gdzie miał odbyć się trening.
Byłam o umówionej godzinie,ale nikogo nie było,ani chłopaków,ani trenera.
Nawet żywej duszy.
No nic,może zaraz przyjdą.
Weszłam ze spokojem do szatni i się przebierałam.
Przez cały czas gdy byłam w szatni słyszałam dziwne szemry i chichy na korytarzu.
Poprawiam jeszcze bluzkę i wyszłam.
Cały hol był poobwieszany serpentynami i balonami.
A na ziemi leżały też serpentyny.
Zaledwie 15 minut temu jeszcze nic nie było tutaj.
Stanęłam przed drzwiami,westchnęłam no i weszłam na halę.
Na hali to już w ogóle...
Ściany były poobwieszane wielkimi kartkami z napisami typu 'Witaj w domu!".
Stałam jak wryta i o mało sie nie popłakałam jak bóbr.
Chłopacy podbiegli do mnie i zrobili masowego przytulasa.
-Magda ! -  krzykną radośnie Lijek
-Z miesiąc może mnie nie widzieliście - odparłam próbując ogarnąć za jednym zamachem wszystkich graczy.
Cieszyłam się,że znowu będę mogła ćwiczyć z chłopakami.
Trening był dzisiaj wyjątkowo krótki.
Trwał około godziny.
Zazwyczaj było 2-3 godziny.
Ledwo weszłam do szatni,a tutaj dzwoni telefon.
-Słucham ?
-Pani Magdalena Dąbczyńska ?
-Przy telefonie,słucham.
-Mam dla Pani przykrą wiadomość...
-Jaką ? - głos mi zadrżał
-Dziś w nocy Pani ojciec miał atak serca ...
"Jeszcze tylko tego brakowało" pomyślałam.
-I co z nim ?
-... Zmarł.
Osunęłam się z płaczem na ziemię.
Nie wiedziałam co zrobić.
Chyba musiałam tak głośno się nad sobą użalać,że chłopacy się zlecieli do szatni.
-Co się stało ?
-Mój...ojc...iec...zm..mm...arł - ledwo co wydukałam poprzez łzy.
***
W tym samym czasie
Z Troyes próbuje dodzwonić się do niej Damien i z drugiego końca Warszawy,Wojtek.
Lecz Magda nie odbiera telefonów od ani jednego ani od drugiego chłopaka.
-Co z nią jest ? Czemu nie odbiera tego telefonu ? - głowił się Wojtek - Pewnie znowu gada z Damienem,znając ją.
Natomiast we Francji ...
-No Magda czemu nie odbierasz ? - Damien chodził po pokoju i ciągle to powtarzał - Na pewno gada ze swoim Wojtusiem.
Jednak to o czym oboje myśleli nie było prawdą.
Prawda była zupełnie inna.
***
Warszawa-hala gdzie odbywał się trening.
-Zawieść Cię do hotelu ? - zapytał Sławek po tym,jak się przebrałam.
-Jakbyś mógł - odparłam cicho biorąc torbę z ciuchami.
Wyszliśmy z hali i skierowaliśmy się w stronę parkingu w okolicy hali.
Wsiadłam do samochodu,a torbę rzuciłam na tylne siedzenie.
Po przeszło 25 minutach byliśmy już pod hotelem.
-Dziękuję - wyszeptałam i poszłam w stronę wejścia hotelu.
Weszła do windy wcisnęłam numer "2" i "poleciałam" do góry.
Będą już przed drzwiami sięgnęłam ręką do torby by znaleźć telefon,gdyż usłyszałam dzwięk sms-a.
Był od Damiena.
"Być może jeszcze dziś będę  w Polsce." -napisał.
***
Troyes - Francja.
Damien zaczął się pakować.
Na zegarku widniała godzina 13:37.
Do pokoju piłkarza weszła jego mama.
-A ty gdzie wyjeżdżasz ? - zapytała .
-Do Polski.A gdzie.Tam część mego serca została.Samotna,w wielkim mieście.
-Tyś się pewnie zakochał w niej.Jak ma na imię ?
-Magdalena.
-To jedź,nie zatrzymuję Cię.
Matka piłkarza wyszła z pokoju.
Damien pakował się jeszcze przez jakieś 10-15 minut.
Po spakowaniu się zszedł na dół z walizką i małą torbą.
Zostawił torby na dole,a poszedł do swojego pokoju po bilet na samolot do Warszawy.
Zszedł na dół z biletem i schował go do torby.
-To ja jadę - powiedział stojąc w drzwiach.
Rodzice przyszli się z nim pożegnać i pojechał.
Z dobrą godzinę zajęło mu dojechanie na lotnisko.
Ostatni raz spojrzał na Francję już z samolotu.
 ***
Warszawa,Polska - godz.18.07
Damien od jakiejś godziny był już w stolicy.
Zaszedł jeszcze do kwiaciarni kupić Magdzie kwiaty.
Po zakupie bukietu róż poszedł do hotelu.
Zajęło mu to z pół godziny.
Stał przed drzwiami i wahał się czy zapukać.
Zapukał lekko do drzwi.
-Proszę - odparła cicho dziewczyna.
Damien bez namysłu wszedł do pokoju Madzi.
-Co ty tutaj robisz - zdziwiłam się.
-Nie dostałaś sms-a ode mnie ? - zapytał.
-No dostałam,ale nie myślałam że na prawdę dzisiaj przyjedziesz...

sobota, 30 czerwca 2012

Post 6 "W końcu ...."

  Wsiadłam smutna do auta.Większą część drogi do hotelu przeminęła w ciszy.
Pod koniec drogi ciszę przełamał Wojtek.
-To powiesz mi w końcu co się stało ?
-A bo miałam dzisiaj oddawać szpik dziewczynie,a na miejscu dowiedziałam się,że zmarła dzisiaj w nocy.
Ten tylko spojrzał kontem oka na mnie i  wbił wzrok w warszawskie ulice.
  Widać było w oczach Wojtka,że był smutny.
Bo nie wyszli z grupy na Euro.
Z jednej strony byłam szczęśliwa,że Hiszpania obroniła tytuł Mistrza Europy.
Ale jednak z drugiej współczułam chłopakom,że nie przeszli dalej.
Za 4 lata kolejne Euro,we Francji,więc kolejna szansa przed chłopakami będzie.
Dobra koniec tego durnego myślenia.
  Dotarliśmy już pod hotel.
-Kiedy zdejmują Ci gips ?
-Na szczęście już jutro i w końcu będę mogła już iść na trening.
"Byle do jutra" pomyślałam i zaczęłam gramolić się do hotelu.
  Dzień ciągnął się i ciągnął.
Jakby chciał,żebym na wieki miała już gips.
Nareszcie nadszedł wieczór.
Co raz bliżej już było ściągnięcia gipsu z nogi.
Siedziałam na łóżku i oglądałam jakiś film w telewizji.
Gdy tymczasem ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę - powiedziałam,po czym wyłączyłam tv.
Do pokoju wszedł Damien.
-Kiedy ściągają gips ? - zapytał,siadając na fotelu obok łóżka.
-Jutro,o 10 - odparłam wbijając wzrok w Damiena.
-Jak chcesz mogę cię podwieźć - powiedział - Jeśli to nie problem...
-Dzięki za troskę,ale jakoś sobie poradzę

W tym samym czasie

Pokój chłopaków.
-Gdzie do cholery jest Damien ? - zapytał ze złością Kuba
-A ja skąd mam wiedzieć ? Może poszedł na spacer - odparł Ludo
-O tej godzinie ?! Jest 22 chłopie - powiedział Kuba
-Nie lepiej napisać,żeby już wrócił do pokoju ? Jutro jest przecież trening.I to dosyć ważny - odparł chwilę później Lewy.
-W sumie racja - odparł kapitan i chwycił swój telefon leżący na łóżku,żeby napisać do Francuza.
Napisał dość długą wiadomość.
Nieprzerwanie rozmawiałam z obrońcą na różne tematy.
Rozmowę przerwał dźwięk sms-a.
-To mój - odparł piłkarz wyciągając z kieszeni telefon.
Chwilę później.
-Muszę już iść.Chłopacy już płaczą za mną - zaśmiał się - To do jutra.
-No cześć - powiedziałam,w tym przytuliłam go na pożegnanie.
Chłopak wyszedł z pokoju,ja poszłam się przebrać i poszłam spać.
W końcu przecież jutro mi gips ściągają.
Śniła mi się ta chora dziewczyna,którą miałam ratować oddając jej szpik.
Pewnie jest jej lepiej,tam po drugiej stronie.
Ale... trzeba żyć teraźniejszością,a nie przeszłością.
Wreszcie nadszedł długo oczekiwany przeze mnie dzień.
Wstałam po 7,żeby mieć więcej czasu na wykonanie wszystkich rzeczy.
Autobus miałam po 9,na który zdążyłam w ostatniej chwili.
Kilka minut po 10 byłam już wolna niczym jaskółka.
W końcu mogłam,mogłam już chodzić na treningi.
Chłopacy powinni być już w sumie w hotelu.
W niespełna 30 minut byłam juz z powrotem.
Widziałam chłopaków przed hotelem z walizkami.
Chyba już wyjeżdżali.
-Wy już jedziecie ? - zapytałam ze smutkiem w głosie.
-No niestety - odparł Eugen.
-Będę za wami tęsknić - powiedziałam.
Podchodziłam do każdego i się z nimi żegnała.
Było mi szkoda,że już wyjeżdżają.
Każdy jedzie w swoja stronę.
Chociaż,nie każdy,bo np. Lewy,Wojtek,Żewłak mieszkają (nie wiem na 100%) w Warszawie.
Zadzwoniłam do trenera i powiedziała,że będę już mogła przyjść na następny trening.
Który na nieszczęście (bądź szczęście) będzie w tym samym dniu co trening chłopaków...

sobota, 23 czerwca 2012

Post 5 "Gorzej ..."

Chłopak nie wiedział co powiedzieć w tej sprawie.
Widać było,że był zmieszany tą sytuacją.
Że w ogóle mu powiedziałam.
-Współczuję .
Pochyliłam się nad werandą balkonu.
Łzy ciekły mi po policzkach,a te spadały powoli na ziemię,na przechodzących ludzi.
Nie miałam chęci do życia.
Wojtek podszedł do mnie i mnie przytulił .
-Wszystko będzie dobrze - wyszeptał
-Skąd to możesz wiedzieć ! Ty na bank nie miałeś takiej sytuacji,że oboje rodziców jest w śpiączce.
-Ja może nie ... Ale Kuba ...
-Co mnie Kuba obchodzi !
Nagle w drzwiach pojawił się kapitan drużyny Kuba.
-Czego ?
-Kuba weź jej wytłumacz o co na prawdę chodzi w wypadku rodziców.
Wziął mnie za rękę i prowadził do pokoju.
Jak na tylko 3 osoby to pokój był spory.
Usiadłam na najbliższym łóżku.
Kuba usiadł na przeciw mnie i zaczął opowiadać.
Ja zbytnio go nie słuchałam,albo rozglądałam się po pokoju,albo patrzyłam na pozostałych chłopaków.
Po jakimś czasie opowiadania.
-... i dlatego mój ojciec poszedł do więzienia na 15 lat.
Dopiero wtedy się ocknęłam.
-Magda,ty mnie w ogóle słuchałaś ?!
Spuściłam głowę.
-Przepraszam.
Ten tylko na mnie spojrzał i odszedł.
Skierował się na balkon,gdzie był Wojtek.
Powoli podeszłam do drzwi.
Usłyszałam tylko urywek rozmowy,bo odciągnął mnie Robert.
-...Wojtek,wydaje mi się,że Magda coś ukrywa przed nami.
-To raczej niemożliwe.
-Uwierz mi...
-Ciekawe co ona miałaby ukrywać ?! Myślę,ze się zakochała i tyle.
-Taa,w kim .
Siedziałam na łóżku,ręce trzymałam na twarzy.
Miałam poczucie sumienia nie słuchając Kuby.
Wiedziałam,ze trudno mu było o tym mówić.
I do tego śmierć ojca ...
Odruchowo ręce położyłam na kolanach.
Spojrzałam na Damiena.
-Pomożesz mi zejść do pokoju ?
-Ok.A jaki ma numer ?
-215.
Trochę zeszło,zanim doszliśmy.
Stanęliśmy przed pokojem.
-Dziękuję.
-Nie ma za co - odparł.
Chciał mnie przytulić,lecz przeszkodził "nam" Kuba.
-A wy co za schadzki sobie robicie ?
-Kuba...
-Ja już dobrze wiem.
-Kuba ja tylko odprowadzałem Magdę do pokoju,bo mnie o to poprosiła.
-Naprawdę fascynująca historia ... 
-Daruj sobie.
-Chłopaki przestańcie ! - krzyknęłam.
Ci tylko wymienili spojrzenia i poszli .
Nareszcie w spokoju mogłam wejść do pokoju.
Przebrałam się i po woli schodziłam,bo chciałam się przejść.
Po dość długim łażeniu po mieście zalazłam pod szpital,do którego wylądowałam ze złamaną nogą.
Na schodach przed szpitalem zobaczyłam płaczącą dziewczynkę.
Miała może z 15 lat.
Usiadłam obok niej.
-Stało się coś ? - zapytałam patrząc na nia.
Dziewczyna spojrzała na mnie.
Była blada jak mąka.
-Chwilę temu dowiedziałam się,że mam białaczkę.
-Może mogłabym Ci pomóc,nie wiem nawet szpik mogę ci dać.
-To nie ma sensu,i tak nie pozostało mi dużo czasu ...
-Proszę cię,pomogę ci.
Poszłam jeszcze na oddział,gdzie leżała Natalia i opowiedziałam ordynatorowi,że chcę oddać jej szpik.
Miałam przyjść jutro o 14.30 do szpitala.
Następnego dnia wcześniej wyszłam z hotelu,żeby zdążyć na umówioną godzinę do szpitala.
W szpitalu byłam jakoś o 14.
Więc miałam jeszcze pół godziny czasu.
Na korytarzu oddziału spotkałam pielęgniarkę.
-Przepraszam,w jakim pokoju przebywa Natalia K. ? Miałam jej dzisiaj oddawać szpik.
-Przykro mi,Natalia zmarła dzisiaj w nocy.
-jak...to - powiedziałam smutna
Ze spuszczoną głową wyszłam ze szpitala.
Zadzwoniłam do Wojtka żeby po mnie przyjechał.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Post 4 "Po woli staję na nogi,lecz znów upadam"

Gips jak inna rzecz dotychczas nie utrudniała mi tak,życia.
Chciałabym już ściągnąć to cholerstwo z nogi,ale nie muszę jeszcze 7 dni nosić.
Zejście na stołówkę było już kompletną klapą.
A o zejściu z łóżka nie wspomnę.
Do tego jeszcze Euro się zaczęło,i trąbią cały czas.
To już na prawdę wkurza ludzi.
Ja chciałam odpocząć w Warszawie,a nie słuchać trąb.
Nie mogłam się doczekać momentu,kiedy znów wyjdę na boisko i zacznę grać.
Najgorsze dla mnie miało jeszcze nadejść ...
Siedziałam na balkonie i oglądałam panoramę miasta.
Wokół,na blokach wisiało wiele flag biało-czerwonych.
W hotelu w,którym akurat przebywałam byli Polacy.
Lecz nagle zadzwonił mój telefon.
Sięgnęłam ręką na stolik,by wziąć telefon.
-Tak ?
- Hej,siostra.Chciałam Ci tylko powiedzieć,ze rodzice są w szpitalu.Mieli wypadek.
-Kiedy ?!
-Dzisiaj rano...
-Jest ktoś z tobą w domu ?
-Ciocia Agnieszka,jest.
-Daj mi ją.
Siostra podała telefon Agnieszce.
-Słucham.
-To ja Magda.Co z rodzicami ?
-Mieli wypadek,jak ci już pewnie mówiła Lena.Ponoć był dość,silmy bo oboje są w śpiączce.
Łzy same leciały mi po policzkach.
-To...ja już...kończę - wydukałam.
-No,papa.
Wyłączyła się.
Przez to nie zauważyłam progu i wywaliłam się.
Nie miałam jak się podeprzeć,bo kule stały na balkonie.
Na szczęście miałam telefon,to zadzwoniłam do Wojtka,żeby mi pomógł.
Lecz nie przyszedł Wojtek,tylko Robert.
-Ty jesteś Magda ?
-No raczej.A widzisz tu kogoś innego oprócz mnie ?
-No nie.
Pomógł mi wstać.
-Potrzebujesz gdzieś iść ?
-Poszłabym do Wojtka,chce z nim pogadać.
-Ok.
Powoli poszliśmy na piętro,na którym byli.
Przez wejściem na ich piętro stali ochroniarze.
-Ona jest ze mną - odparł Robert
 Przepuścili nas i skierowaliśmy się do pokoju.
Akurat w pokoju Wojtka był Przemek,Damien i Kuba.
-Wojtek masz gościa !
Pokazałam się w drzwiach.
Damien spojrzał na mnie.
-Wojtek kim ona jest ? - zapytał swoim francuskim akcentem
-To moja koleżanka.
Usiadłam na rogu łóżka.
Szczerze mówiąc,dziwnie się czułam siedząc z piłkarzami w jednym pokoju.
-Magda choć na balkon - powiedział Wojtek.
-Ok
Wziął mnie pod ramie i wyszliśmy.
-O czym chciałaś porozmawiać.
-Szczerze ? Jestem załamana...
-Czemu ?
-Moi rodzice mieli wypadek i są w śpiączce...

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Part 3 "Nic ci nie jest ?"

Po wejściu do pokoju,glebłam centralnie na środek łóżka.
Postanowiłam zadzwonić do rodziców i powiedzieć im o nodze.
Wybrałam numer taty.
-Halo ?
-Cześć to ja .
-Czemu masz taki smutny głos? Nic ci nie jest ?
-Właściwie... to złamałam nogę.
-Kiedy ?!
-Dzisiaj,jak wracałam z treningu chłopaków.
-Ja kończę,bo spóźnię się do pracy.
-Paaaa.
No to prawdopodobnie zostałam sama.
Tata perfidnie mnie okłamuje.
Bo miał iść do pracy,a przecież on jest nauczycielem.
I poza tym miał dzisiaj lekcje do 12:25.
Nie minęło nawet 5 minut od zakończenia rozmowy,nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę - powiedziałam cicho.
W drzwiach zobaczyłam  Michała.
-Cześć - powiedział .
-No hej - odparłam.
Zza pleców wyciągnął bukiet róż.
Podał mi je.
-Śliczne są.Dziękuję.
Usiadł obok mnie na łóżku.
-Jak tam noga ?
-Boli...
-Współczuję.
Gadaliśmy z dobre dwie godziny.
-Ja mykam,paaaa.
-Cześć.
Pomachałam mu na pożegnanie i wyszedł.
Nie minęło nawet pięć minut,ktoś znowu zapukał do drzwi.
Raczej mało prawdopodobne,że Michał mógłby coś zostawić.
-Proszę - powtórzyłam.
To jednak nie był Michał,tylko Piotrek.
-A wy co się dzisiaj tak zleźli ?
-Jak chcesz mogę sobie iść.
 Dalej stał w drzwiach.
-Zostań,proszę cię !
Miałam już zejść z łóżka...
Ten do mnie podbiegł i pocałował.
-Piotrek...
-Nie mogłem się powstrzymać.Kocham cię.
Nie wiedziałam co miałam wtedy powiedzieć.
Tylko patrzyłam w jego brązowe oczy.
Nagle oderwałam się od niego.
-Piotrek...nie jestem jeszcze gotowa za związek,dopiero co chłopak ze mną zerwał...
-Rozumiem.
Przytulił mnie i wyszedł.
Stałam w otwartych drzwiach.
Przechodził jakiś straszy mężczyzna.
I cały czas się na mnie gapił.
-Goń się,dziadek.
Po wypowiedzianych słowach zamknęłam drzwi.
Chciałam do domu,do Głogowa.
Tęskniłam za domem mimo wszystko.



czwartek, 31 maja 2012

Part 2 "Lullaby"

Po dość długim treningu przebrałam się i wyszłam przed halę.
Jak na godzinę 12 było dość zimno.
Podszedł do mnie Piotrek.
-Podwieźć cię ?
-Nie dzięki,wrócę sama.
Wolnym krokiem odeszłam od chłopaka i poszłam przed siebie.
Trochę mi zajęło dojście na nogach do hotelu.
Z dobrą godzinę na pewno.
Umyłam się i zeszłam na obiad.
Na obiad to co zwykle.
Ogórkowa.
Ziemniaki,ze schabowym i surówką.
I do tego czarna woda (czyt.Cola).
Nie mają nic innego?
Ja to bym sobie zjadła pizzę,albo kebaba,albo spaghetti.
To już by było coś.
Ewentualnie frytki.
Nie no dobra idę na miasto.
Łażę po tej Warszawie i łażę,jakby końca nie miała.
W sumie się nie dziwię,jak mieszka tutaj ponad 1,5 miliona osób.
Sklepów jest tu od cholery.
Gdzie nie spojrzysz sklep.
Normanie czułam się jak w Paryżu,na Szanze lize.
Albo Adidas,albo jeszcze jakiś inny sklep,albo to galeria.
Idź pan,to już w Barcelonie nie ma tyle sklepów z tego co pamiętam,no oprócz La Rambli i okolic.
Oczywiście panna sierotka jak to zwykle bywa,musiałam się przewrócić.
Ale tak porządnie się wywaliłam,że aż chyba nogę złamałam.
Jednak się mną chyba zainteresował i zadzwonił po karetkę.
Po wszystkich badaniach w szpitalu.
-Ma Pani złamaną nogę.Zaraz założymy pani gips.Będziesz musiała przeboleć gips przez 2 tygodnie.
Gdy założyli mi gips o kulach wyszłam ze szpitala.
Wyciągnęłam telefon z torebki z zadzwoniłam do Wojtka.
-Cześć.
-No hej.Błąkasz się może w okolicach szpitala ?
-Akurat nie,ale mogę odjechać.
-No to fajno,bo nie chce się gramolić o kulach ze złamaną nogą przez całe miasto.
Nie minęło chyba nawet 10 minut,a Wojtek już był.
-Wsiadaj królewno- powiedział,otwierając okno.
-Ej no !
Wsiadłam do auta i ruszyliśmy.





poniedziałek, 14 maja 2012

Part 1 "Zawsze mogło być gorzej"

Po zjedzonym śniadaniu,poszłam do pokoju.
I zaczęłam szukać walizki.
Chciałam już jechać do chłopaków.
Jak ja nienawidzę pakować walizek -,-
Wolałabym wziąć plecak,ale jadę na kilka dni do stolicy.
Szczerze ? Pakowanie zajęło mi ze 3 godziny.
A to mi sie nie przyda,albo coś jeszcze,i w kółko.
Siostra oczywiście nie chciała,mi jak zwykle pomóc.
Z domu wyjechałam przed 12.00.
Do Warszawy przybyłam o 20.36,dobre siedem godzin jazdy  .
Ledwo weszłam do hotelowego pokoju,spałam już jak borsuk.
Weź jedź ponad 7 godzin i miej tylko postoje na "potrzebę fizjologiczną" .
Musiałam na dodatek wstać o 8 bo o 9.15 był trening chłopaków.
Zgarnęłam się i wylazłam przed hotel.
Miałam adres,ale za cholere nie wiedziałam gdzie to jest .
Pytałam przechodniów,ale albo to byli turyści,albo się śpieszyli i nie mogli powiedzieć.
Łaziłam w te i wefte.
Była już 9 a mnie jeszcze na hali nie ma.
Przy okazji sobie przynajmniej miasto pozwiedzałam.
Sierota oczywiście musiała się przewrócić na prostej drodze,jak to mam w zwyczaju.
I na dodatek kogoś przewróciłam .
-Przepraszam,nie chciałam cię przewrócić - powiedziałam wstając z chodnika.
-Nic się nie stało - odparł chłopak.
Spojrzałam na chłopaka.
Ja albo miałam jakieś schizy,albo muszę zmienić dilera.
Bo widziałam przed sobą Wojtka Szczęsnego .
-Ty nie jesteś w Londynie ?
-No jak wydać nie.Wcześniej wróciłem,bo mam kontuzję.
-Uuu,nie fajnie...
-Dobra,ja się zwijam,bo i tak jestem już nieźle spóźniona na trening.
-A gdzie masz ?
Podałam mu kartkę z adresem.
-To,aż na drugim końcu miasta.
Fajnie wiedzieć.
Poszliśmy na parking,na którym stał jego samochód.
Podróż zajęła nam ok. 20 minut.
-Dzięki - powiedziałam wychodząc z auta.
-Nie ma za co - uśmiechną się po czym odjechał.
Wlazłam na tą halę.
Była ogromna.
Poszłam się przebrać i doczołgałam się na boisko.
-Dzień dobry - powiedziałam po wejściu - i przepraszam za spóźnienie.Pierwszy raz w tych terenach jestem.
-Nic nie szkodzi.I tak trening dobrze się nawet nie zaczął,bo wszyscy jajczeli,ze dopiero będą trenować,jak ty przyjdziesz - odparł trener.
-Teraz to już jesteśmy wszyscy - zaśmiał się Wyszu.
-Tylko,nie mogę za bardzo biegać,bo mnie trochę kostka,boli,bo sierota jak zwykle się wywaliła na drodze .
-Ty moja sieroto - powiedział Sławek,po czym mnie przytulił.
Jakoś dało się biegać z tą kostką,mimo że od czau do czasu mocniej mnie zabolała.






sobota, 7 kwietnia 2012

Prolog

Piątek,godziny poranne.-Magda,wstawaj ! - krzyknęła z kuchni mama.
Zwlokłam się z łóżka i zeszłam na dół.
Usiadałam na krześle i spojrzałam na mojego ojca siedzącego naprzeciwko mnie.
-Magda... - zaczął - ...jedziesz do Warszawy .
-Ale po co ?
-Na spotkanie z reprezentacją Polski w piłce ręcznej .
Mój ociec zna Bogdana Wentę i się przyjaźnią.
I mieliśmy zawsze miejscówki na każdy mecz Polski i na mecz Vive Targów Kielc.
Poza tym jest agentem jednego z piłkarzy Wenty.
Sławomira Szmala.
Sławek,był moim "starszym bratem" .
On wobec mnie zachowywał się podobnie.
Troszczył sie o mnie jak o swoją rodzoną siostrę.
-Tato,ten wyjazd jest konieczny ?
-Tak - odrzekł krótko .
Jak rzekł,tak rzekł.
Nie mogłam go zawieść  .
W sumie z jednej strony sie cieszyłam,bo mogłam spotkać się z chłopakami.
Dawno już ich wszystkich nie widziałam.
Jednak nie znałam za dobrze Warszawy,więc szybko się zgubię.
Początkowo rzecz mówiąc nie chciałam jechać.
Ale po dłuższych namysłach zgodziłam się na wyjazd.
Tyle,że nie długo zaczyna się Euro ...