sobota, 30 czerwca 2012

Post 6 "W końcu ...."

  Wsiadłam smutna do auta.Większą część drogi do hotelu przeminęła w ciszy.
Pod koniec drogi ciszę przełamał Wojtek.
-To powiesz mi w końcu co się stało ?
-A bo miałam dzisiaj oddawać szpik dziewczynie,a na miejscu dowiedziałam się,że zmarła dzisiaj w nocy.
Ten tylko spojrzał kontem oka na mnie i  wbił wzrok w warszawskie ulice.
  Widać było w oczach Wojtka,że był smutny.
Bo nie wyszli z grupy na Euro.
Z jednej strony byłam szczęśliwa,że Hiszpania obroniła tytuł Mistrza Europy.
Ale jednak z drugiej współczułam chłopakom,że nie przeszli dalej.
Za 4 lata kolejne Euro,we Francji,więc kolejna szansa przed chłopakami będzie.
Dobra koniec tego durnego myślenia.
  Dotarliśmy już pod hotel.
-Kiedy zdejmują Ci gips ?
-Na szczęście już jutro i w końcu będę mogła już iść na trening.
"Byle do jutra" pomyślałam i zaczęłam gramolić się do hotelu.
  Dzień ciągnął się i ciągnął.
Jakby chciał,żebym na wieki miała już gips.
Nareszcie nadszedł wieczór.
Co raz bliżej już było ściągnięcia gipsu z nogi.
Siedziałam na łóżku i oglądałam jakiś film w telewizji.
Gdy tymczasem ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę - powiedziałam,po czym wyłączyłam tv.
Do pokoju wszedł Damien.
-Kiedy ściągają gips ? - zapytał,siadając na fotelu obok łóżka.
-Jutro,o 10 - odparłam wbijając wzrok w Damiena.
-Jak chcesz mogę cię podwieźć - powiedział - Jeśli to nie problem...
-Dzięki za troskę,ale jakoś sobie poradzę

W tym samym czasie

Pokój chłopaków.
-Gdzie do cholery jest Damien ? - zapytał ze złością Kuba
-A ja skąd mam wiedzieć ? Może poszedł na spacer - odparł Ludo
-O tej godzinie ?! Jest 22 chłopie - powiedział Kuba
-Nie lepiej napisać,żeby już wrócił do pokoju ? Jutro jest przecież trening.I to dosyć ważny - odparł chwilę później Lewy.
-W sumie racja - odparł kapitan i chwycił swój telefon leżący na łóżku,żeby napisać do Francuza.
Napisał dość długą wiadomość.
Nieprzerwanie rozmawiałam z obrońcą na różne tematy.
Rozmowę przerwał dźwięk sms-a.
-To mój - odparł piłkarz wyciągając z kieszeni telefon.
Chwilę później.
-Muszę już iść.Chłopacy już płaczą za mną - zaśmiał się - To do jutra.
-No cześć - powiedziałam,w tym przytuliłam go na pożegnanie.
Chłopak wyszedł z pokoju,ja poszłam się przebrać i poszłam spać.
W końcu przecież jutro mi gips ściągają.
Śniła mi się ta chora dziewczyna,którą miałam ratować oddając jej szpik.
Pewnie jest jej lepiej,tam po drugiej stronie.
Ale... trzeba żyć teraźniejszością,a nie przeszłością.
Wreszcie nadszedł długo oczekiwany przeze mnie dzień.
Wstałam po 7,żeby mieć więcej czasu na wykonanie wszystkich rzeczy.
Autobus miałam po 9,na który zdążyłam w ostatniej chwili.
Kilka minut po 10 byłam już wolna niczym jaskółka.
W końcu mogłam,mogłam już chodzić na treningi.
Chłopacy powinni być już w sumie w hotelu.
W niespełna 30 minut byłam juz z powrotem.
Widziałam chłopaków przed hotelem z walizkami.
Chyba już wyjeżdżali.
-Wy już jedziecie ? - zapytałam ze smutkiem w głosie.
-No niestety - odparł Eugen.
-Będę za wami tęsknić - powiedziałam.
Podchodziłam do każdego i się z nimi żegnała.
Było mi szkoda,że już wyjeżdżają.
Każdy jedzie w swoja stronę.
Chociaż,nie każdy,bo np. Lewy,Wojtek,Żewłak mieszkają (nie wiem na 100%) w Warszawie.
Zadzwoniłam do trenera i powiedziała,że będę już mogła przyjść na następny trening.
Który na nieszczęście (bądź szczęście) będzie w tym samym dniu co trening chłopaków...

sobota, 23 czerwca 2012

Post 5 "Gorzej ..."

Chłopak nie wiedział co powiedzieć w tej sprawie.
Widać było,że był zmieszany tą sytuacją.
Że w ogóle mu powiedziałam.
-Współczuję .
Pochyliłam się nad werandą balkonu.
Łzy ciekły mi po policzkach,a te spadały powoli na ziemię,na przechodzących ludzi.
Nie miałam chęci do życia.
Wojtek podszedł do mnie i mnie przytulił .
-Wszystko będzie dobrze - wyszeptał
-Skąd to możesz wiedzieć ! Ty na bank nie miałeś takiej sytuacji,że oboje rodziców jest w śpiączce.
-Ja może nie ... Ale Kuba ...
-Co mnie Kuba obchodzi !
Nagle w drzwiach pojawił się kapitan drużyny Kuba.
-Czego ?
-Kuba weź jej wytłumacz o co na prawdę chodzi w wypadku rodziców.
Wziął mnie za rękę i prowadził do pokoju.
Jak na tylko 3 osoby to pokój był spory.
Usiadłam na najbliższym łóżku.
Kuba usiadł na przeciw mnie i zaczął opowiadać.
Ja zbytnio go nie słuchałam,albo rozglądałam się po pokoju,albo patrzyłam na pozostałych chłopaków.
Po jakimś czasie opowiadania.
-... i dlatego mój ojciec poszedł do więzienia na 15 lat.
Dopiero wtedy się ocknęłam.
-Magda,ty mnie w ogóle słuchałaś ?!
Spuściłam głowę.
-Przepraszam.
Ten tylko na mnie spojrzał i odszedł.
Skierował się na balkon,gdzie był Wojtek.
Powoli podeszłam do drzwi.
Usłyszałam tylko urywek rozmowy,bo odciągnął mnie Robert.
-...Wojtek,wydaje mi się,że Magda coś ukrywa przed nami.
-To raczej niemożliwe.
-Uwierz mi...
-Ciekawe co ona miałaby ukrywać ?! Myślę,ze się zakochała i tyle.
-Taa,w kim .
Siedziałam na łóżku,ręce trzymałam na twarzy.
Miałam poczucie sumienia nie słuchając Kuby.
Wiedziałam,ze trudno mu było o tym mówić.
I do tego śmierć ojca ...
Odruchowo ręce położyłam na kolanach.
Spojrzałam na Damiena.
-Pomożesz mi zejść do pokoju ?
-Ok.A jaki ma numer ?
-215.
Trochę zeszło,zanim doszliśmy.
Stanęliśmy przed pokojem.
-Dziękuję.
-Nie ma za co - odparł.
Chciał mnie przytulić,lecz przeszkodził "nam" Kuba.
-A wy co za schadzki sobie robicie ?
-Kuba...
-Ja już dobrze wiem.
-Kuba ja tylko odprowadzałem Magdę do pokoju,bo mnie o to poprosiła.
-Naprawdę fascynująca historia ... 
-Daruj sobie.
-Chłopaki przestańcie ! - krzyknęłam.
Ci tylko wymienili spojrzenia i poszli .
Nareszcie w spokoju mogłam wejść do pokoju.
Przebrałam się i po woli schodziłam,bo chciałam się przejść.
Po dość długim łażeniu po mieście zalazłam pod szpital,do którego wylądowałam ze złamaną nogą.
Na schodach przed szpitalem zobaczyłam płaczącą dziewczynkę.
Miała może z 15 lat.
Usiadłam obok niej.
-Stało się coś ? - zapytałam patrząc na nia.
Dziewczyna spojrzała na mnie.
Była blada jak mąka.
-Chwilę temu dowiedziałam się,że mam białaczkę.
-Może mogłabym Ci pomóc,nie wiem nawet szpik mogę ci dać.
-To nie ma sensu,i tak nie pozostało mi dużo czasu ...
-Proszę cię,pomogę ci.
Poszłam jeszcze na oddział,gdzie leżała Natalia i opowiedziałam ordynatorowi,że chcę oddać jej szpik.
Miałam przyjść jutro o 14.30 do szpitala.
Następnego dnia wcześniej wyszłam z hotelu,żeby zdążyć na umówioną godzinę do szpitala.
W szpitalu byłam jakoś o 14.
Więc miałam jeszcze pół godziny czasu.
Na korytarzu oddziału spotkałam pielęgniarkę.
-Przepraszam,w jakim pokoju przebywa Natalia K. ? Miałam jej dzisiaj oddawać szpik.
-Przykro mi,Natalia zmarła dzisiaj w nocy.
-jak...to - powiedziałam smutna
Ze spuszczoną głową wyszłam ze szpitala.
Zadzwoniłam do Wojtka żeby po mnie przyjechał.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Post 4 "Po woli staję na nogi,lecz znów upadam"

Gips jak inna rzecz dotychczas nie utrudniała mi tak,życia.
Chciałabym już ściągnąć to cholerstwo z nogi,ale nie muszę jeszcze 7 dni nosić.
Zejście na stołówkę było już kompletną klapą.
A o zejściu z łóżka nie wspomnę.
Do tego jeszcze Euro się zaczęło,i trąbią cały czas.
To już na prawdę wkurza ludzi.
Ja chciałam odpocząć w Warszawie,a nie słuchać trąb.
Nie mogłam się doczekać momentu,kiedy znów wyjdę na boisko i zacznę grać.
Najgorsze dla mnie miało jeszcze nadejść ...
Siedziałam na balkonie i oglądałam panoramę miasta.
Wokół,na blokach wisiało wiele flag biało-czerwonych.
W hotelu w,którym akurat przebywałam byli Polacy.
Lecz nagle zadzwonił mój telefon.
Sięgnęłam ręką na stolik,by wziąć telefon.
-Tak ?
- Hej,siostra.Chciałam Ci tylko powiedzieć,ze rodzice są w szpitalu.Mieli wypadek.
-Kiedy ?!
-Dzisiaj rano...
-Jest ktoś z tobą w domu ?
-Ciocia Agnieszka,jest.
-Daj mi ją.
Siostra podała telefon Agnieszce.
-Słucham.
-To ja Magda.Co z rodzicami ?
-Mieli wypadek,jak ci już pewnie mówiła Lena.Ponoć był dość,silmy bo oboje są w śpiączce.
Łzy same leciały mi po policzkach.
-To...ja już...kończę - wydukałam.
-No,papa.
Wyłączyła się.
Przez to nie zauważyłam progu i wywaliłam się.
Nie miałam jak się podeprzeć,bo kule stały na balkonie.
Na szczęście miałam telefon,to zadzwoniłam do Wojtka,żeby mi pomógł.
Lecz nie przyszedł Wojtek,tylko Robert.
-Ty jesteś Magda ?
-No raczej.A widzisz tu kogoś innego oprócz mnie ?
-No nie.
Pomógł mi wstać.
-Potrzebujesz gdzieś iść ?
-Poszłabym do Wojtka,chce z nim pogadać.
-Ok.
Powoli poszliśmy na piętro,na którym byli.
Przez wejściem na ich piętro stali ochroniarze.
-Ona jest ze mną - odparł Robert
 Przepuścili nas i skierowaliśmy się do pokoju.
Akurat w pokoju Wojtka był Przemek,Damien i Kuba.
-Wojtek masz gościa !
Pokazałam się w drzwiach.
Damien spojrzał na mnie.
-Wojtek kim ona jest ? - zapytał swoim francuskim akcentem
-To moja koleżanka.
Usiadłam na rogu łóżka.
Szczerze mówiąc,dziwnie się czułam siedząc z piłkarzami w jednym pokoju.
-Magda choć na balkon - powiedział Wojtek.
-Ok
Wziął mnie pod ramie i wyszliśmy.
-O czym chciałaś porozmawiać.
-Szczerze ? Jestem załamana...
-Czemu ?
-Moi rodzice mieli wypadek i są w śpiączce...

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Part 3 "Nic ci nie jest ?"

Po wejściu do pokoju,glebłam centralnie na środek łóżka.
Postanowiłam zadzwonić do rodziców i powiedzieć im o nodze.
Wybrałam numer taty.
-Halo ?
-Cześć to ja .
-Czemu masz taki smutny głos? Nic ci nie jest ?
-Właściwie... to złamałam nogę.
-Kiedy ?!
-Dzisiaj,jak wracałam z treningu chłopaków.
-Ja kończę,bo spóźnię się do pracy.
-Paaaa.
No to prawdopodobnie zostałam sama.
Tata perfidnie mnie okłamuje.
Bo miał iść do pracy,a przecież on jest nauczycielem.
I poza tym miał dzisiaj lekcje do 12:25.
Nie minęło nawet 5 minut od zakończenia rozmowy,nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę - powiedziałam cicho.
W drzwiach zobaczyłam  Michała.
-Cześć - powiedział .
-No hej - odparłam.
Zza pleców wyciągnął bukiet róż.
Podał mi je.
-Śliczne są.Dziękuję.
Usiadł obok mnie na łóżku.
-Jak tam noga ?
-Boli...
-Współczuję.
Gadaliśmy z dobre dwie godziny.
-Ja mykam,paaaa.
-Cześć.
Pomachałam mu na pożegnanie i wyszedł.
Nie minęło nawet pięć minut,ktoś znowu zapukał do drzwi.
Raczej mało prawdopodobne,że Michał mógłby coś zostawić.
-Proszę - powtórzyłam.
To jednak nie był Michał,tylko Piotrek.
-A wy co się dzisiaj tak zleźli ?
-Jak chcesz mogę sobie iść.
 Dalej stał w drzwiach.
-Zostań,proszę cię !
Miałam już zejść z łóżka...
Ten do mnie podbiegł i pocałował.
-Piotrek...
-Nie mogłem się powstrzymać.Kocham cię.
Nie wiedziałam co miałam wtedy powiedzieć.
Tylko patrzyłam w jego brązowe oczy.
Nagle oderwałam się od niego.
-Piotrek...nie jestem jeszcze gotowa za związek,dopiero co chłopak ze mną zerwał...
-Rozumiem.
Przytulił mnie i wyszedł.
Stałam w otwartych drzwiach.
Przechodził jakiś straszy mężczyzna.
I cały czas się na mnie gapił.
-Goń się,dziadek.
Po wypowiedzianych słowach zamknęłam drzwi.
Chciałam do domu,do Głogowa.
Tęskniłam za domem mimo wszystko.