poniedziałek, 14 maja 2012

Part 1 "Zawsze mogło być gorzej"

Po zjedzonym śniadaniu,poszłam do pokoju.
I zaczęłam szukać walizki.
Chciałam już jechać do chłopaków.
Jak ja nienawidzę pakować walizek -,-
Wolałabym wziąć plecak,ale jadę na kilka dni do stolicy.
Szczerze ? Pakowanie zajęło mi ze 3 godziny.
A to mi sie nie przyda,albo coś jeszcze,i w kółko.
Siostra oczywiście nie chciała,mi jak zwykle pomóc.
Z domu wyjechałam przed 12.00.
Do Warszawy przybyłam o 20.36,dobre siedem godzin jazdy  .
Ledwo weszłam do hotelowego pokoju,spałam już jak borsuk.
Weź jedź ponad 7 godzin i miej tylko postoje na "potrzebę fizjologiczną" .
Musiałam na dodatek wstać o 8 bo o 9.15 był trening chłopaków.
Zgarnęłam się i wylazłam przed hotel.
Miałam adres,ale za cholere nie wiedziałam gdzie to jest .
Pytałam przechodniów,ale albo to byli turyści,albo się śpieszyli i nie mogli powiedzieć.
Łaziłam w te i wefte.
Była już 9 a mnie jeszcze na hali nie ma.
Przy okazji sobie przynajmniej miasto pozwiedzałam.
Sierota oczywiście musiała się przewrócić na prostej drodze,jak to mam w zwyczaju.
I na dodatek kogoś przewróciłam .
-Przepraszam,nie chciałam cię przewrócić - powiedziałam wstając z chodnika.
-Nic się nie stało - odparł chłopak.
Spojrzałam na chłopaka.
Ja albo miałam jakieś schizy,albo muszę zmienić dilera.
Bo widziałam przed sobą Wojtka Szczęsnego .
-Ty nie jesteś w Londynie ?
-No jak wydać nie.Wcześniej wróciłem,bo mam kontuzję.
-Uuu,nie fajnie...
-Dobra,ja się zwijam,bo i tak jestem już nieźle spóźniona na trening.
-A gdzie masz ?
Podałam mu kartkę z adresem.
-To,aż na drugim końcu miasta.
Fajnie wiedzieć.
Poszliśmy na parking,na którym stał jego samochód.
Podróż zajęła nam ok. 20 minut.
-Dzięki - powiedziałam wychodząc z auta.
-Nie ma za co - uśmiechną się po czym odjechał.
Wlazłam na tą halę.
Była ogromna.
Poszłam się przebrać i doczołgałam się na boisko.
-Dzień dobry - powiedziałam po wejściu - i przepraszam za spóźnienie.Pierwszy raz w tych terenach jestem.
-Nic nie szkodzi.I tak trening dobrze się nawet nie zaczął,bo wszyscy jajczeli,ze dopiero będą trenować,jak ty przyjdziesz - odparł trener.
-Teraz to już jesteśmy wszyscy - zaśmiał się Wyszu.
-Tylko,nie mogę za bardzo biegać,bo mnie trochę kostka,boli,bo sierota jak zwykle się wywaliła na drodze .
-Ty moja sieroto - powiedział Sławek,po czym mnie przytulił.
Jakoś dało się biegać z tą kostką,mimo że od czau do czasu mocniej mnie zabolała.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz