Chłopak nie wiedział co powiedzieć w tej sprawie.
Widać było,że był zmieszany tą sytuacją.
Że w ogóle mu powiedziałam.
-Współczuję .
Pochyliłam się nad werandą balkonu.
Łzy ciekły mi po policzkach,a te spadały powoli na ziemię,na przechodzących ludzi.
Nie miałam chęci do życia.
Wojtek podszedł do mnie i mnie przytulił .
-Wszystko będzie dobrze - wyszeptał
-Skąd to możesz wiedzieć ! Ty na bank nie miałeś takiej sytuacji,że oboje rodziców jest w śpiączce.
-Ja może nie ... Ale Kuba ...
-Co mnie Kuba obchodzi !
Nagle w drzwiach pojawił się kapitan drużyny Kuba.
-Czego ?
-Kuba weź jej wytłumacz o co na prawdę chodzi w wypadku rodziców.
Wziął mnie za rękę i prowadził do pokoju.
Jak na tylko 3 osoby to pokój był spory.
Usiadłam na najbliższym łóżku.
Kuba usiadł na przeciw mnie i zaczął opowiadać.
Ja zbytnio go nie słuchałam,albo rozglądałam się po pokoju,albo patrzyłam na pozostałych chłopaków.
Po jakimś czasie opowiadania.
-... i dlatego mój ojciec poszedł do więzienia na 15 lat.
Dopiero wtedy się ocknęłam.
-Magda,ty mnie w ogóle słuchałaś ?!
Spuściłam głowę.
-Przepraszam.
Ten tylko na mnie spojrzał i odszedł.
Skierował się na balkon,gdzie był Wojtek.
Powoli podeszłam do drzwi.
Usłyszałam tylko urywek rozmowy,bo odciągnął mnie Robert.
-...Wojtek,wydaje mi się,że Magda coś ukrywa przed nami.
-To raczej niemożliwe.
-Uwierz mi...
-Ciekawe co ona miałaby ukrywać ?! Myślę,ze się zakochała i tyle.
-Taa,w kim .
Siedziałam na łóżku,ręce trzymałam na twarzy.
Miałam poczucie sumienia nie słuchając Kuby.
Wiedziałam,ze trudno mu było o tym mówić.
I do tego śmierć ojca ...
Odruchowo ręce położyłam na kolanach.
Spojrzałam na Damiena.
-Pomożesz mi zejść do pokoju ?
-Ok.A jaki ma numer ?
-215.
Trochę zeszło,zanim doszliśmy.
Stanęliśmy przed pokojem.
-Dziękuję.
-Nie ma za co - odparł.
Chciał mnie przytulić,lecz przeszkodził "nam" Kuba.
-A wy co za schadzki sobie robicie ?
-Kuba...
-Ja już dobrze wiem.
-Kuba ja tylko odprowadzałem Magdę do pokoju,bo mnie o to poprosiła.
-Naprawdę fascynująca historia ...
-Daruj sobie.
-Chłopaki przestańcie ! - krzyknęłam.
Ci tylko wymienili spojrzenia i poszli .
Nareszcie w spokoju mogłam wejść do pokoju.
Przebrałam się i po woli schodziłam,bo chciałam się przejść.
Po dość długim łażeniu po mieście zalazłam pod szpital,do którego wylądowałam ze złamaną nogą.
Na schodach przed szpitalem zobaczyłam płaczącą dziewczynkę.
Miała może z 15 lat.
Usiadłam obok niej.
-Stało się coś ? - zapytałam patrząc na nia.
Dziewczyna spojrzała na mnie.
Była blada jak mąka.
-Chwilę temu dowiedziałam się,że mam białaczkę.
-Może mogłabym Ci pomóc,nie wiem nawet szpik mogę ci dać.
-To nie ma sensu,i tak nie pozostało mi dużo czasu ...
-Proszę cię,pomogę ci.
Poszłam jeszcze na oddział,gdzie leżała Natalia i opowiedziałam ordynatorowi,że chcę oddać jej szpik.
Miałam przyjść jutro o 14.30 do szpitala.
Następnego dnia wcześniej wyszłam z hotelu,żeby zdążyć na umówioną godzinę do szpitala.
W szpitalu byłam jakoś o 14.
Więc miałam jeszcze pół godziny czasu.
Na korytarzu oddziału spotkałam pielęgniarkę.
-Przepraszam,w jakim pokoju przebywa Natalia K. ? Miałam jej dzisiaj oddawać szpik.
-Przykro mi,Natalia zmarła dzisiaj w nocy.
-jak...to - powiedziałam smutna
Ze spuszczoną głową wyszłam ze szpitala.
Zadzwoniłam do Wojtka żeby po mnie przyjechał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz